Tę legendę powtarzamy za Władysławem Droździkiem. A pisał on onegdaj tak:
Z pewnych źródeł wiemy, że Pan Bóg stwarzał świat na Żywiecczyźnie. I kiedy stworzył już niebo i góry, wywołał też z ziemi żywotne źródełko. Wypływało ono z miejscowości Sól i dawało początek rzece, którą Bóg nazwał Sołą. Góry były jednak zazdrosne o piękno i urok tej najwspanialszej polskiej rzeki. Starały się jej zagrodzić drogę, najpierw w Czernichowie, potem w Kobiernicach. Soła jednak wesoło bulgotała i uderzała raz w jedną górę, drugim razem w przeciwną, aż znalazła sobie przejście do Kęt, a potem już zmęczona popłynęła spokojnie aż do Wisły pod Oświęcimiem. Kiedy jednak góry po raz drugi starały się jej zagrodzić drogę, zdenerwowała się Soła; mocniej uderzyła o brzegi i po raz drugi przerwała sztuczną przeszkodę. Po drodze jednak zabrała kilka skał. Kiedy zmęczona odpoczywała na równinie, przysnęła nieco i skały pozostały na brzegu. Przebudzona wiatrem beskidzkim, Soła popłynęła dalej i zapomniała o skałach. A uśmiechnięty i zadowolony z udanego stworzenia Żywiecczyzny Pan Bóg nie chciał marnować tak cennego dla ludzi budulca i powiedział: „Niech z was zrodzą się Kęczanie i niech pilnują spokojnego biegu Soły, aby już nigdy nie stała się jej krzywda”. I tak było. A pozostałością tych zdarzeń są dziś twarde jak skała charaktery Kęczan, ich duma i pewność. I tak się stało. Amen.
Tekst ten pochodzi z 3 numeru „Kęczanina” z roku 1991.

